O polityce, o gospodarce i o stu innych sprawach - Dominika Wielowieyska
Kategorie: Wszystkie | Gospodarka | Polityka
RSS
niedziela, 16 września 2007
Jeszcze o Niezabitowskiej
Wracam jeszcze do sprawy Małgorzaty Niezabitowskiej. 
Wpis Kataryny pod poprzednią notką wymaga odpowiedzi. A oto co napisała Kataryna, która jest zwolenniczką lustracji:
"Jestem pewna, że IPN by Niezabitowskiej odpuścił gdyby po uniewinniającym ją wyroku nie został (kolejny raz) obrzucony błotem. Nie wiem czy dobrze pamiętam, że Niezabitowska zapowiadała nawet jakiś pozew przeciwko IPN-owi. Uważa Pani, że IPN jako instytucja powinien pozwolić na podważanie swojej wiarygodności osobie w sporze z którą to IPN ma rację? Gdyby IPN odpuścił, Niezabitowska po uprawomocnieniu się wyroku pozwałaby IPN i Skarb Państwa o odszkodowanie, a ona sama i antylustracyjne media nagłośniłyby jej sprawę jako haniebną pomyłkę siepaczy z IPN.

IPN musi się bronić, gdyby lobby antylustracyjne mu trochę odpuściło to może by nie musiał. A tak - zachowanie IPN wydaje mi się całkowicie racjonalne. Każdy ma prawo bronić swojego dobrego imienia i wiarygodności, Pani gazeta też pozywa na prawo i lewo za naruszanie jej dobrego imienia."
-
 Moja odpowiedź:
IPN jest urzędem państwowym, a nie primadonną, która będzie obrażać się i walczyć o swoje dobre imię. Podlega krytyce jak każda inna instytucja. Jeżeli Instytut działał zgodnie z prawem, to żaden sąd nie będzie wydawał wyroku niekorzystnego dla IPN, choćby Niezabitowska składała 100 pozwów. Podstawą do uznania winy IPN nie może być przecież to, że Instytut występował w roli oskarżyciela w procesie lustracyjnym. Niezabitowska może krytykować pracowników IPN, którzy być może wypowiadali się o jej sprawie, przesądzając o jej winie. Ale to już inna sprawa.
Uzasadnienie Kataryny, że IPN musi apelować, żeby koniecznie dowieść swego, nie ma sensu. Jeśli Instytut przegra sprawę w procesie lustracyjnym, nie jest to absolutnie podstawą do występowania o jakiekolwiek odszkodowanie. To absurd. Powtarzam jeszcze raz: pod warunkiem, że nie złamano prawa, a ludzie Kurtyki nie przekroczyli swoich uprawnień. Bo jeśli złamaliby prawo, to każdy obywatel może ich zaskarżyć niezależnie od tego, co orzeknie sąd w sprawie współpracy z SB.
 
10:56, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (6) »
piątek, 14 września 2007
IPN i ofiary SB

Wpis cokolwiek spóźniony, ale jednak muszę wrócić do tej sprawy. Sąd II instancji postanowił, że proces lustracyjny Małgorzaty Niezabitowskiej zacznie się od nowa. Nikt się tym specjalnie nie zajmował, bo działo się w tym czasie mnóstwo innych rzeczy. Ale mnie ta sprawa uderzyła.

Sąd I instancji uznał, że Niezabitowska nie była agentem, jednak IPN złożył apelację i teraz cała sprawa zacznie się od nowa. Ona sama twierdzi, że nie zgodziła się na współpracę, i oficer SB, który ją zarejestrował, twierdzi to samo. Nie wiemy jak wyglądały zeznania świadków w tym procesie. Są natomiast jawne dokumenty SB, które ja przeczytałam uważnie. Niezabitowska twierdzi, że SB-ek, który je sporządzał, fałszował rzeczywistość. Wpisywał do jej zeznań rzeczy, których ona nie mówiła. Wierzę jej. Ale przyjmijmy na chwilę hipotezę, że dokumenty dobrze pokazują to, co się wtedy działo z byłą rzeczniczką rządu. Jeżeli dawać im wiarę, to mamy taki oto obraz: szantażowana, zastraszana kobieta w chwili słabości z obawy o dziecko i chorego ojca zgadza się na współpracę po długich zabiegach SB. Następnie mówi kilka słów nieopatrznie opisując ludzi z Tygodnika ”Solidarność, ale są to informacje przede wszystkim o tym, kto wydaje jej się sympatyczny, a kto nie. Potem bez przerwy unika spotkań z SB-ekiem, a to mówi mu, że dziecko jest chore, a to sama jest chora itd.

Z tych dokumentów wyłania się obraz Niezabitowskiej-ofiary SB, a nie agenta SB. Co więcej dziś Niezabitowska nie jest osobą publiczną, nie pełni żadnych funkcji państwowych. I mimo to Instytut Pamięci Narodowej nie odpuszcza, składa apelację, żeby ją pognębić. Do sądu nie mogę mieć pretensji, był zobowiązany ocenić sprawę. Ale IPN miał wolną rękę, mógł odpuścić. Nie zrobił tego, ściga Niezabitowską dalej. Jaki w tym sens? Co zyskujemy jako obywatele? Jaka prawda nas w tym przypadku wyzwoli? Tu akurat mamy do czynienia z klasycznym przykładem pośmiertnego tryumfu SB. O ile mogę zrozumieć ujawnianie agentów naprawdę groźnych, długoletnich, i mogę zrozumieć determinację IPN w dowodzeniu ich szkodliwości, tak w takich przypadkach, jak ten Niezabitowskiej, dopatruję się jedynie jakiegoś szaleństwa i fanatyzmu.

11:13, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 10 września 2007
O bezinteresownym wspieraniu PiS

Niektórzy krytycy PiS niechcący pomagają Kaczyńskim w realizacji ich wyborczego planu.

Polska zmierza do modelu społecznego, w którym państwo - zamiast tworzyć sprzyjające warunki dla ludzi uczciwych - koncentruje się na prowokowaniu obywateli do popełnienia przestępstwa. Dlaczego jestem krytyczna wobec akcji CBA przeciwko Lepperowi? Przecież uważam, że Lepper jest postacią niezwykle szkodliwą. Rzecz w tym, że idzie o fundamentalną zasadę, jaką powinna kierować się władza. Chodzi o wprowadzanie takich reguł gry, które zmuszają do uczciwości  a nie wyciągają z obywateli to, co w nich najgorsze. Jeżeli pojawia się informacja, że dwóch cwaniaków chce wziąć łapówkę za odrolnienie działek, to urzędnicy powinni przede wszystkim zastanowić się jak zmienić procedury tak, by do korupcji nie dochodziło. Trzeba tworzyć system, w którym łapówkarze mają jak najmniej szans. Rząd jednak kieruje się inną logiką. Nie zmiany systemowe są ważne, nie dążenie do stanu w którym, korupcja staje się zjawiskiem marginalnym, ale zastawianie pułapek na potencjalnych łapówkarzy i stwarzanie pokus. 

Zbigniew Ziobro wyciągnął na światło dzienne toczącą się od lat sprawę patologii w handlu węglem, by przygwoździć byłą działaczkę SLD Barbarę  Blidę. Wiele wskazuje na to, że Blida lobbowała za rzecz interesów firmy Barbary Kmiecik, co dyskwalifikuje jaką jako polityka i urzędnika państwowego. Ale czym innym jest ocena działalności Blidy jako polityka, a czym innym odpowiedzialność karna. Jeżeli prokuratorzy nie mieli dowodów na łamanie prawa, nie powinni Blidzie stawiać zarzutów. Ale w tej sprawie trzeba postawić inne fundamentalne pytanie.  Dlaczego koleżanka Barbary Blidy  Barbara Kmiecik zbijała fortunę na handlu węglem kosztem kopalni? A dlatego, że są one państwowe. Wystarczy je sprywatyzować, a prywatny właściciel nie dopuści już do głosu żadnych pań Kmiecik, bo będzie pilnował swoich pieniędzy. Ale PiS o prywatyzacji nie chce słyszeć, a poprawianie procedur jest mało widowiskowe. Ciekawiej jest urządzać pułapki na wicepremiera. Ciekawiej jest przymknąć z wielką pompą  polityka konkurencyjnej partii. A przede wszystkim należy stworzyć propagandową machinę z użyciem prokuratury, która będzie służyć budowaniu wizerunku PiS jako partii walczącej z sukcesem z korupcją. Wyroki sądowe w poszczególnych sprawach – być może uniewinniające - zapadną przecież dopiero za kilka lat, więc wtedy PiS będzie się nimi martwił.

Paradoksalnie część krytyków Kaczyńskich pomaga im w realizacji  tego planu. Uznają oni, że problem korupcji i nieformalnych układów nie ma tak wielkiego znaczenia. Kładą nacisk przede wszystkim na to, że politycy PiS żywią się obsesjami, tworzą atmosferę ciągłej podejrzliwości, a wymyślony przez Kaczyńskich „układ” nie istnieje.  Gdy prokuratura zatrzymała b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, opozycja, a także wielu komentatorów obawiało się, że jest to raczej próba zamknięcia ust krytykom rządu niż decyzja podyktowana względami merytorycznymi. Bo przecież Kaczmarek od dłuższego czasu ujawnia kompromitujące szczegóły, dotyczące działalności ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
Prokuratura przedstawiła jednak dowody na to, że zarzut składania fałszywych zeznań postawiony Kaczmarkowi ma poważne podstawy. Efekt propagandowy dla PiS był fantastyczny: „Proszę, psioczyli na PiS, a to nie PiS kręci, tylko ten Kaczmarek.” – powiedział sobie Polak.  Być może dlatego notowania tej partii trzymają się nieźle. Niektórzy ideowi adwersarze próbują bowiem przekonać Polaków, że korupcja i nieformalne układy rządzące gospodarką to sprawa marginalna. A wyborców to nie przekonuje, bo mają swoje wyobrażenie na ten temat, często poparte własnymi doświadczeniami.

Korupcja istnieje, i jest poważnym problemem. Lekceważenie go irytuje ludzi. Dlatego zaczynają odrzucać fundamentalną zasadę wymiaru sprawiedliwości jaką jest domniemanie niewinności.
„Jak to? Przecież ten i ów jest łapówkarzem, tylko nikt nie złapał go za rękę. Chodzi sobie wolno. Gdzie jest sprawiedliwość?” mówią sobie ludzie. Efektem takiej bezsilności jest wściekłość, i na tych uczuciach gra PiS. Mówi ludziom; po kiego diabła nam domniemanie niewinności. My wiemy, że Mieczysław Wachowski to przestępca. My wiemy, że doktor G. zabił. Wiemy, że politycy SLD mają tajne konta w Szwajcarii. I dopadniemy ich. A jak sądy nie będą orzekać tak jak chcemy, to pogrozimy i sądom. Nie mianujemy sędziów tych, którzy nam się nie podobają. Otóż te postacie, które PiS zwalcza nie są męczennikami, wręcz przeciwnie, do ich działalności zawodowej i publicznej jest sporo zastrzeżeń. Ale jeżeli ich sąd nie skaże, to pozostanie – w przypadku polityków – jedynie werdykt wyborczy. I z tym trzeba się pogodzić, trzeba bezsilną wściekłość ludzi trzeba zamienić świadomość, że w państwie prawa mniejszym złem jest to, że niektórzy winni nie zostali złapani za rękę i żyją sobie spokojnie, niż system, w którym wymiar sprawiedliwości jest skłonny karać i zamykać wszystkich leci,  z nadzieją, że w tej gromadzie na pewno ktoś jest złodziejem. A że parę osób posądzono niesłusznie i niesłusznie ukarano? To trudno. Tam gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

To właśnie jest uderzanie w fundamenty państwa prawa. Przez ostatnie kilkanaście  lat wymiar sprawiedliwości, choć często nieudolny, w końcu zaczął sobie lepiej radzić w przestępcami. A upolitycznienie prokuratury  - rozpoczęte na większą skalę za rządów Leszka Millera i kontynuowane przez PiS - zmierza prostą drogą do zniszczenia jej wiarygodności i skuteczności. Rząd Jarosława Kaczyńskiego zniechęca młodych, zdolnych ludzi do pracy w prokuraturze czy policji. W ten sposób sprzyja korupcji. 

 

14:35, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (12) »
sobota, 01 września 2007
O przeprosinach

W debacie publicznej powinna obowiązywać reguła, że walczymy za pomocą argumentów. Tomek Lis postanowił w piątek w radiu TOK FM zawalczyć w inny sposób. Nie podobały mu się wypowiedzi  Joanny Lichockiej z „Rzeczpospolitej”, więc wyśmiał ją, przedrzeźniając w dość nieprzyjemny sposób. Zrobił to kilkakrotnie ku uciesze prowadzącego Jacka Żakowskiego. Było to co najmniej nieeleganckie.

Teraz Lis sugeruje, że niekoniecznie chodziło o Lichocką. Narzeka, że dziennikarze, którzy skrytykowali go za jego występ, nie protestowali w bardziej istotnych sprawach - to ostatnie stwierdzenie jest  zresztą prawdziwe, ale w przypadku Lisa wygląda na tłumaczenie: "no ja jestem taki sobie, ale inni są jeszcze bardziej beznadziejni". Na końcu przeprosił tak, żeby nie przeprosić.

A przecież to mogło być takie proste: powiedzieć przepraszam bez zbędnych komentarzy.

16:08, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 sierpnia 2007
Prezydent w szponach PR-u

Michał „Miś” Kamiński ruszył do boju. Cel: poprawić notowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Musiała więc być wystawna defilada i prezydent w czymś w rodzaju papa-mobile. - Brakowało tylko, by prezydent błogosławił tłumy – komentowała kąśliwie moja ciocia, oglądając transmisję z środowych uroczystości. Lech Kaczyński miał zaprezentować się jako godny zwierzchnik sił zbrojnych. Defilada miała wzbudzić dumę i uczucie patriotyzmu w Polakach. Nic w tym złego, choć ja wolę defilady nawiązujące bardziej do historii Polski niż prezentację najnowocześniejszego sprzętu do zabijania.

Apogeum PR-owskiej akcji nastąpiło jednak wieczorem. Oto w ramach czołówki Wiadomości  w TVP, kierowanej przez b. szefa Kancelarii Prezydenta Andrzeja Urbańskiego, ukazuje się prezydent, który wygłasza okolicznościowe przemówienie do narodu. Bo trudno ten występ nazwać wywiadem jako że pytania dziennikarza były wyprane z treści, a tym samym zbędne. To wydarzenie ostatecznie powinno przekonać opinię publiczną, iż sztandarowy program informacyjny telewizji publicznej jest tubą propagandową rządzących.

Prezydent mógł wygłosić to samo przemówienie w formie orędzia, nadawanego zazwyczaj po Wiadomościach. Takie prawo – i słusznie – daje mu ustawa o radiofonii i telewizji. Ale Kamińskiemu taka forma wydała się niewystarczająca. „Skoro mamy telewizję – pomyślał – to trzeba iść na całość”.
W polityce otoczka medialna i PR ma znaczenie istotne, ale nie może być celem samym w sobie. Tymczasem za rządów Kamińskiego w Kancelarii nastąpi zdecydowany przerost formy nad treścią. Prezydent  - zamiast mężem stanu – ma być jedynie dobrze sprzedanym produktem politycznym. 

18:38, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (9) »
środa, 27 czerwca 2007
Bronię Szczypińskiej

Działaczki związku zawodowego pielęgniarek narzekały na posłankę Szczypińską, bo nie wykazała się solidarnością z protestującymi mimo, że uprawiała ten sam zawód co one. Osoby, które zasiadają w parlamencie, reprezentują swoich wyborców, a nie określone lobby zawodowe. Powinny kierować się przede wszystkim interesem publicznym, a nie interesem jednej tylko grupy. Być może posłanka Szczypińska popełniała błędy, jeśli chodzi o sposób rozmawiania z protestującymi, być może nie potrafiła dobre doradzić premierowi, który swoimi obraźliwymi wypowiedziami pod adresem pielęgniarek tylko zaostrzał konflikt. Ale trudno wymagać od posłanki, aby popierała okupację publicznych budynków i tym samym akceptowała przekroczenie prawa. Sercem jestem za pielęgniarkami - zarabiają bardzo skromnie i zostały sprowokowane przez rząd do protestów. Rozum jednak podpowiada, że nie można pochwalać blokady dróg, strajku okupacyjnego czy głodówek. Jeśli kolejne grupy zawodowe zaczną używać tego typu broni, może nam nam grozić paraliż państwa. Co gorsza pielęgniarki stawiają prosty postulat: proszę nam dać pieniądze, ale skąd - tego nie wiadomo. Zupełnie inaczej wygląda strajk lekarzy. Tu strajkujący chcą poważnej debaty na temat reformy służby zdrowia, mają swoje bardzo interesujące propozycje. Nie żądają pieniędzy tu i teraz nawet kosztem podniesienia podatków czy zwiększenia deficytu budżetowego, ale chcą, by rząd odważył się na znaczące zmiany polegające nie tylko na ustaleniu koszyka świadczeń, które przysługiwałyby pacjentom za płaconą przez nich składkę, ale także na współpłaceniu przez nas za niektóre usługi medyczne. Już dziś trzeba podjąć poważnę debatę na temat tych zmian, w innym razie w szpitalach i przychodniach zacznie brakować lekarzy i pielęgniarek. Wyjadą, lub zatrudnią się tylko i wyłącznie w sektorze prywatnym, a publicznym szpitalom zaproponują takie stawki, które doprowadzą dyrektorów owych szpitali do zawału serca. Odwrócenie tych skutków, wynikających z bezczynności rządu, będzie o wiele droższe niż podjęcie bolesnych decyzji już dziś. I tego posłnka Szczypińska nie załatwi. Tu decyzję musi podjąć premier.

14:45, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Maile Dochnala

Portal Onet podał, że maile wysyłane przez Dochnala do mnie zostały ujawnione. Przecież o tych mailach słychać od tygodnia, były opisane kilkarotnie w różnych mediach, więc cóż nowego zostało ujawnione? Ich treść już kometowałam, komentowała Agata Nowakowska, Piotr Stasiński. I tak można bez końca. LPR stara się tę sprawę wałkować tak długo, jak to możliwe.  Musi jakoś stworzyć zasłonę dymną, by ukryć swoje kłopoty z finansami partyjnymi.  

Z faktu, że Dochnal dziękował mi za obiektywizm wynika tylko tyle, że starał się być niezwykle uprzejmy. To, że wyrażał jakieś swoje opinie w mailach do mnie, dziesiątki ludzi to robi. Musiałabym chyba  zlikwidować skrzynkę mailową, tak jak premier zlikwidował swoje konto w banku. Może powtórzę jeszcze raz: w 2003 roku Dochnal był reprezentantem LNM, koncernu startującego w przetargu o Polskie Huty Stali. Kontaktowałam sie z nim podobnie jak i z przedstawicielami drugiego oferenta US Steel. Onet przytacza fragment mojego tekstu jedynego zresztą, w którym cytowałam samego Dochnala, ale nie dodaje, że zaraz poniżej jest cytat z wypowiedzi przedstawiciela US Steel. We wszystkich tekstach była wręcz modelowa równowaga w przedstawianiu obu oferentów. Napisałam, że LNM zaoferował większą sumę za huty i była to prawda. Potwierdził to niedawno publikowany raport NIK. 

Moje teksty na temat tej prywatyzacji były krytyczne, bo uważałam, że procedury nie były przejrzyste. Jeden z artykułów przytaczam w poprzednim wpisie na ten temat.

Taktyka Wierzejskiego jest prosta: nie ważne co z maili wynika, ważne by zestawić moje nazwisko oraz Gazetę z Dochnalem. Jest to obrzydliwe. Kłamstwem jest stwierdzenie Wierzejskiego, że gazeta bądź ja mamy za sobą "wieloletnią współpracę z Dochnalem". Żadnej współpracy nie było. Były tylko i wyłącznie kontakty zawodowe, a zaczęły z chwilą, gdy zaczęłam się zajmować prywatyzacją PHS.  I trwały dość krótko.

Marek Dochnal niezwykle dbał o swoj wizerunek. Chciał, aby prasa opisywała jego sukcesy w grze w polo. Jeden z dziennikarzy naszego działu sportowego napisał na ten temat reportaż, co było całkiem naturalne, bo o zwycięstwach Dochnala w tej dyscyplinie sportu było głośno. Jednak po naradzie redaktorów z moim udziałem uznaliśmy, że tekst nie pójdzie, nie ma bowiem potrzeby, aby promować osobę Marka Dochnala. Dochnal był tym faktem rozgoryczony i dzwonił do kogo się da w tej sprawie. Ja powiedziałem mu szczerze, że Gazeta ma prawo podejmować takie decyzje w sytuacji gdy o bohaterze artykułu zaczynają się pojawiać niepokojące informacje. Od tej pory już nie pamiętam, aby zgłaszał się do mnie w jakiejkolwiek sprawie. "Gazeta" wykazała się więc wręcz modelową ostrożnością, choć gdyby wydrukowała ten tekst, to absolutnie o niczym by to nie świadczyło.

Zapewniam posła Wierzejskiego, że pozwę go do sądu, choć jest on niezwykle sprytny jeśli chodzi o obrzucanie mnie błotem. Głównie rzuca insynuacje albo stawia "pytania" typu :"Muszę postawić pytanie czy Kowalski nie jest pedofilem, nie mam żadnych dowodów na to, ale pytanie mogę postawić".

Panie pośle, liczę wciąż, że dzięki panu wystąpię przed komisją śledczą, aby ponownie pochwalić się moimi dziennikarskimi dokonaniami. Choć przyznam, że takie sprawy jak strajk pielęgniarek i lekarzy, emerytury pomostowe i wiele innych spraw to ważniejsze tematy do rozważań w parlamencie.

 Od zawsze dziennikarze są celem ataktów polityków bądź biznesmenów, to stara praktyka.  Te insynuacje mają wciąż ten sam cel: szum medialny, który ma pomoc w ukryciu prawdziwych nadużyć.

 

19:02, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (17) »
czwartek, 21 czerwca 2007
Nauman i "Rzeczpospolita"

Sprawy: "Rzeczpospolita" kontra Aleksander Naumna i Waldemar Deszczyński rzeczywiście są wydarzeniem wyjątkowym. Odnoszę się tu do wpisu do poprzedniej notki w tym blogu, który przytaczam na końcu.

Przypomnijmy, że seria artykułów w "Rzeczpospolitej" dotyczyła nadużyć w ministerstwie zdrowia za czasów ministra Mariusza Łapińskiego. Szefem NFZ był wówczas Aleksander Nauman, A Waldemar Deszczyński był bodajże szefem gabinetu lub doradcą Łapińskiego.  

Przyznaję, że nie czytałam uzasadnienia wyroku w sprawie Naumana, ale analizowałam przegrany proces "Rzepy" z Deszczyńskim. Wyroki sądowe respektuję, ale mam też prawo do własnej oceny uzasadnienia wyroku. Otóż w tej sprawie owo uzasadnienie mnie zaskoczyło. Fakty tam opisywane  jak najbardziej potwierdzały tezy stawiane tekście Andrzeja Stankiewicza i Małgorzaty Soleckiej. Oczywiste jest, że dziennikarze muszą ważyć każde słowo, być może popełniono błąd, używając takiego a nie innego sformułowania. Jednak sędziowie niejednokrotnie traktowali media bardzo surowo, a w sprawach cywilnych o naruszenie dóbr osobistych pole interpretacji jest bardzo szerokie.

Przypominam sobie proces Marka Siwca z "Super Ekspressem". Rzecz dotyczyła samochodu, który Siwiec pożyczył od biznesmena Włodzimierza Wapińskiego (tego od sprawy LFO). Dziennikarze usiłowali skontaktować się z Siwcem, aby go o to zapytać. On jednak nie chciał odpowiedzieć na pytania. Gazeta zasugerowała więc, że Siwiec ten samochód dostał w prezencie. Była to nieprawda, i dlatego polityk wygrał proces. Jednak sąd nie wziął pod uwagę faktu, że Marek Siwiec odmówił udzielenia informacji dziennikarzom, tym samym sam przyczynił się do zamieszczenia fałszywej informacji. Jako urzędnik państwowy ma on obowiązek odpowiadać na pytania mediów.

Trzeba z tych spraw wyciągnąc i taki wniosek, że pisząc artykuł, oskarżający kogokolwiek o cokolwiek, każde zdanie musi być poparte twardymi dowodami, każde sformułowanie musi być przemyślane i precyzyjne. A to w codziennym pośpiechu niezwykle trudno, o czym wiedzą wszyscy dziennikarze. Bo artykuł czy program musi być jednoczesnie prosty i zrozumiały,a wszelkie niuanse zaciemniają główne przesłanie.  Biję się tu także we własne piersi, choć ja akurat przetrwałam zwycięsko trzy procesy. Nie jestem jednak dziennikarzem śledczym, więc w żadnym razie nie porównuję moich tekstów z artykułami o ministerstwie zdrowia. 

Dbałość o szczegóły i precyzję, ostrożność, wyważone sądy te reguły powinny być naszym priorytetem.

 P.S.

Według mnie program Witolda Krasuckiego o aferze FOZZ i braciach Kaczyńskich takich standardów nie spełniał. 

KARWOJ napisał:

 Z uwagi na brak reakcji kolejny raz powtarzam się. Jedynie w "Przeglądzie" a nie w innych czołowych mediach a w tym w "Rzeczpospolitej" i "GW" przeczytałem, że : cytuję fragmenty : "12 czerwca w Sądzie Apelacyjnym sprawę z redakcją „Rzeczpospolitej” oraz Małgorzatą Solecką i Andrzejem Stankiewiczem wygrał... Aleksander Nauman. Dziennikarze mają go przeprosić za oszczercze publikacje o aferze sprzętowej w szpitalach. Równo dwa lata temu zdobywcy Głównej Nagrody Wolności Słowa napisali w swym dzienniku, że Aleksander Nauman, były wiceminister zdrowia i były szef NFZ, jest współwłaścicielem szwajcarskiej spółki Pharmakon, która brała udział w wyłudzeniu od polskich szpitali 100 mln zł." Dalej: "Zwracam się z prośbą – pisze Mariusz Łapiński, były minister zdrowia, do przewodniczącej ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Krystyny Mokrosińskiej – o odebranie nagrody Kategorii I przyznanej w 2003 roku dziennikarzom Małgorzacie Soleckiej i Andrzejowi Stankiewiczowi przez SDP za cykl artykułów „Leki za miliony dolarów”, w dzienniku „Rzeczpospolita”, opisujących i analizujących – jak podano w uzasadnieniu – „korupcyjne powiązania ekipy ministra Łapińskiego. Sąd Najwyższy uznał, że uhonorowana wysokimi nagrodami dwójka reporterów popełniła r a ż ą c e wykroczenie przeciwko prawu, choć ich sprawa rozpatrywana była w okresie, gdy mocą odmiennego niż dotąd orzecznictwa SN dziennikarzy usprawiedliwiało samo dochowanie wymogu staranności w zbieraniu informacji. Niezależnie od ostatecznych efektów tych działań artykuł powstał nie w obronie interesu społecznego, lecz na z a m ó w i e n i e MSD – amerykańskiego koncernu farmaceutycznego zabiegającego o umieszczenie na liście leków refundowanych swojego specyfiku. Nasilony atak na byłych wysokich rangą urzędników resortu zdrowia na łamach „Rzeczpospolitej”, który ciągnął się ponad dwa lata, wspierały solidarnie „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek” i inne media. Wedle zasady: kropla drąży skałę nie mocą, ale częstością spadania. Pod tym względem solidarność większości dziennikarzy w poparciu właśnie popularnej tezy, że r z ą d z ą c a l e w i c a (SLD) jest przeżarta korupcją, była jak monolit". Myślę, że mojego wpisu nie wytniecie chociaż cytaty wskazują na korupcję i brak rzetelności wśród czołowych dziennikarzy przede wszystkim "Rzeczpospolitej", ale i innych wspierającej tę gazetę mediów a także pochwalającej te działania ZG SDP z panią Mokrosińską na czele oraz Fundację Batorego. Tak to wygląda. Uczciwych dziennikarzy np.Krasuckiego nota bene uhonorowanego ostatnio znaczącą nagrodą (niestety hiszpańską) za propagowaną przez niego wolność słowa w programie za który został w RP uznany "hieną roku". Miał po prostu odwagę pokazać w TVP korupcję PC kierowanego przez obecnych władców IVRP. Środowisko dziennikarskie (wiedzione instynktem m a f i i) zniszczyło go jak również zniszczyło - najlepszego jak do tej pory - Prezesa TVP. Jak ocenić brak reakcji mediów na wypłacane przez Wildsteina olbrzymich pieniędzy z kasy publicznej TV. Czy to też nie jest korupcja? Swoi mogą wszystko natomiast wszyscy pozostali (różowi, SLD i inaczej myślący) do aresztów wydobywczych!!! Pani ma pretensję do działaczy LPR a czy nie widzi Pani, że ten styl działania (opisany wyżej) jest w Waszej pracy normalny? 

  

 

09:36, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 19 czerwca 2007
Kto jeszcze pamięta o hutach?

Powrót sprawy Dochnala daje mi okazję do pochwalenia się swoimi tekstami sprzed lat. Otóż to właśnie "Gazeta Wyborcza" moim piórem krytykowała rząd Leszka Millera za nieprzejrzyste reguły gry w czasie prywatyzacji Polskich Hut Stali w 2003 roku , my pierwsi opisaliśmy podejrzane praktyki, jakie miały miejsce w ministerstwie przy okazji tej prywatyzacji. Efektem tych zarzutów są kłopoty b.wiceministra skarbu Andrzeja Szarawarskiego z wymiarem sprawiedliwości. Najbardziej zabawne są zarzuty LPR, że Gazeta sprzyjała Janowi Kulczykowi. W GW pojawiło się mnóstwo tekstów, w których dziennikarze dokładnie przyglądali się interesom tego biznesmena, a także jego żony.

 Wracając do PHS podrzucam czytelnikom mój stary tekst na ten temat.

 Gazeta Wyborcza nr 155, wydanie waw z dnia 05/07/2003 - 06/07/2003 GOSPODARKA, str. 25

[pagina] WIADOMOŚCI
[podpis] DOMINIKA WIELOWIEYSKA
Analiza, Prywatyzacja PHS * Nadal czekamy na decyzję komisji przetargowej
Minister udaje Greka

W sprawie rozstrzygnięcia przetargu na sprzedaż Polskich Hut Stali minister skarbu Piotr Czyżewski jest jak bohater greckiej tragedii. Jakąkolwiek decyzję podejmie, będzie zła

O Huty stara się dwóch inwestorów - amerykański US Steel i brytyjsko-hinduski LNM. Kilka miesięcy temu doradca US Steel bank JP Morgan zawiadomił ministra skarbu Sławomira Cytryckiego, że spółka Invex złożyła mu ofertę korupcyjną, powołując się na wiceministra skarbu Andrzeja Szarawarskiego. Prokuratura wszczęła śledztwo i postawiła zarzut przedstawicielom Inveksu. Jednocześnie w prokuraturze pojawiły się zeznania wiążące Szarawarskiego z Inweksem, ale sam wiceminister wypierał się kontaktów z tą spółką. Ostro krytykował US Steel i - mimo iż przetarg był niezakończony - uznał ofertę Amerykanów za złą.

Szarawarski zrezygnował z nadzoru prywatyzacji PHS dopiero na jeden dzień przez przygotowaniem przez komisję przetargową rekomendacji dla ministra.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że ostatecznie LNM zaproponował lepsze warunki finansowe niż US Steel. Z drugiej strony inwestycje US Steel na Słowacji mają dobrą ocenę. A czy deklaracje finansowe LNM są wiarygodne? "Hinduski Ispat, który wchodzi w skład koncernu LNM, miał kłopoty z dotrzymaniem swoich zobowiązań w Czechach" - napisał praski dziennik "Mlada Fronta Dnes" w maju zeszłego roku. Chodzi o inwestycję w zakładach hutniczych w Ostrawie, gdzie Ispat nie był w stanie wywiązać się z obietnicy zainwestowania 150 mln dol.

Pierwsze wyjście - minister skarbu wybiera LNM. Może się wtedy narazić na zarzut wskazania mniej wiarygodnego partnera. Zaczną się dociekania, czy przypadkiem nie powtórzy się historia Daewoo, które obiecało złote góry w porównaniu z innymi inwestorami, a dziś głowimy się, co począć z tym fantem. Co gorsza, w czasie dalszego śledztwa w sprawie łapówkarskiej propozycji wobec US Steel mogą wyjść na jaw kompromitujące szczegóły postępowania przetargowego. A to może być podstawą do zakwestionowania wyniku przetargu.

Drugie wyjście - minister Czyżewski wskazuje US Steel. Będzie wówczas krytykowany za wybór gorszej finansowo oferty wbrew rekomendacji komisji przetargowej. Można mu będzie zarzucić, że ugiął się pod presją inwestora, który rzucił podejrzenie na wiceministra Andrzeja Szarawarskiego.

I wreszcie trzecie wyjście - unieważnienie przetargu, co też jest fatalne, bo Polskie Huty Stali potrzebują inwestora już teraz. Każde przeciąganie decyzji pogarsza i tak fatalną już kondycję PHS. Unieważnienie tego przetargu potwierdzi zasadę, że rząd Millera nie jest w stanie zakończyć żadnej prywatyzacji - dzieje się tak w przypadku Rafinerii Gdańskiej, zakładów energetycznych G-8. Byłoby tak i z PHS.

Premier, minister skarbu i minister gospodarki w poniedziałek lub we wtorek mają ogłosić ostateczną decyzję. W piątek nie mogli, bo 4 lipca to amerykańskie święto narodowe i ogłoszenie, że US Steel musi odjechać z kwitkiem, nie byłoby zbyt eleganckie. Ale nasz przyjaciel George Bush i tak pewnie spyta, jak to w Polsce jest z tymi przetargami, bo - jak ćwierkają wróble - przedstawiciele amerykańskiej administracji żywo interesowali się tą prywatyzacją.

[-]

Nie zazdroszczę Leszkowi i Millerowi i jego ministrom tej sytuacji. Jednak też ciśnie mi się na usta: sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało. Zamiast zadbać, aby przetarg był całkowicie przejrzysty, i odsunąć Andrzeja Szarawarskiego już na samym początku - może zmienić komisję przetargową - tylko uśmiechaliście się tajemniczo i mówiliście, że nie ma żadnego problemu. Teraz wypijcie to piwo, panowie.

Przykre tylko, że to Polskie Huty Stali i ich pracownicy mogą odczuć bolesne konsekwencje rządowych decyzji.

DOMINIKA WIELOWIEYSKA

15:56, dominika.wielowieyska , Gospodarka
Link Komentarze (3) »
Jak to było z tym Dochnalem

Wojciech Wierzejski na swoim blogu domaga się, by ujawnić korespondencję między mną a Markiem Dochnalem, bo wydaje mu się, że kontakty Gazety Wyborczej z tym lobbystą były podejrzane.

Szanowny Panie Pośle, obawiam się, że Pańskie insynuacje na ten temat nie pomogą Panu w pokonaniu przedstawiciela Komitetu Gamoni i Krasnoludków w kolejnych wyborach. Musi Pan poszukać innego sposobu na zwiększenie  marnych notowań  Pańskiej partii. Jest to klasyczny przypadek obrzucania błotem mediów, które krytykują LPR, jedno z najbardziej szkodliwych dla Polski ugrupowań.

 Nie mam nic przeciwko temu, by tę korespondencję ujawnić. Co więcej ona już jakiś czas temu stała się jawna, bo podczas prac komisji orlenowskiej maile Dochnala odbite na ksero były koloportowane wśród dziennikarzy, w tym bodajże dwa były adresowane do mnie. Niestety ja sama nie potrafię ich ujawnić, bo nie przetrzymuje maili sprzed kilku lat, ale przecież służby specjalne - jak rozumiem - mają do nich dostęp, więc nie ma ku temu żadnych przeszkód. Tym bardziej, że służby są przecież we władaniu koalicji.

O moich zawodowych kontaktach z Markiem Dochnalem pisałam już w Gazecie przy okazji raporu komisji orlenowskiej. Kilka lat temu Dochnal był doradcą Lakshmi Mittala przy prywatyzacji Polskich Hut Stali. Zajmowałam się tym tematem i dlatego rozmawiałam z Dochnalem, jak i z samym Lakshmi Mittalem.  Efekt tych kontaktów można bardzo łatwo poznać, przeglądając wszystkie moje teksty na ten temat sprzed kilku lat. Wystarczy wejść do archiwum GW.

Od dawna marzyłam o tym, aby wystąpić jako świadek przed komisją orlenowską. Liczę, że LPR mi to umożliwi. Jedyne co mnie martwi, to fakt, iż komisje śledcze cieszą się coraz mniejszym zainteresowaniem opinii publicznej i mało kto będzie chciał oglądać relacje z przesłuchań.

09:31, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (16) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10