O polityce, o gospodarce i o stu innych sprawach - Dominika Wielowieyska
Kategorie: Wszystkie | Gospodarka | Polityka
RSS
środa, 30 sierpnia 2006
Lustracyjna wojna gazet

Od dłuższego czasu trwa swego rodzaju wojna między gazetami. Początkowo bój toczył się głównie między „Dziennikiem” a „Gazetą Wyborczą”, teraz otworzono jeszcze jeden front: „Dziennik” kontra „Rzeczpospolita”.

Kolejną odsłoną tej wojny był artykuł Cezarego Michalskiego we wtorkowym „Dzienniku”. Chodziło o to, że prof. Andrzej Friszke z IPN skrytykował dziennikowy tekst o skandalach obyczajowych, opisanych w teczkach opozycji demokratycznej. Michalski, który – moim zdaniem – ma dość racjonalne poglądy na sprawę lustracji, tym razem dal się porwać przez wartki nurt publicystyki agresywnej. Jego atak na Friszkego jest bardzo przykry i pozbawiony podstaw. „Friszke oburzał się na „Dziennik” już przy sprawie ks. Czajkowskiego” – zarzuca Michalski.

Prof. Friszke już na samym początku powiedział publicznie, że z żalem musi przyznać, iż akta SB wskazują na winę ks. Czajkowskiego. Natomiast krytyka „Dziennika” polegała na tym, że gazeta ta na pierwszej stronie zasugerowała, iż ks. Czajkowski był katem ks. Jerzego Popiełuszki, bo bezpośrednio przyczynił się do tego morderstwa. Historycy IPN zdecydowanie temu zaprzeczają, podobnie jak raport redaktorów „Więzi”, którzy badali całą sprawę. Cezary Michalski mimo to uważa, że „ Dziennik zajmuje się lustracją bez namiętności, raczej z obowiązku”. Natomiast namiętnie – zdaniem publicysty – zajmuje się nią GW.

Gazecie można wiele zarzucić, ale to oskarżenie jest kompletnie bez sensu. Cezary Michalski przywołuje tu przypadek Zdzisława Najdera oraz Zyty Gilowskiej. Co do Najdera, to już wyjaśniano, że  Gazeta opisywała ten przypadek w ślad za innymi mediami. Sprawa Gilowskiej: GW opublikowała informację, że zbliża się dymisja pani minister, bo rzecznik interesu publicznego zamierza oskarżyć ją kłamstwo lustracyjne. I te wydarzenia rzeczywiście miały miejsce zaraz po publikacji. Jak informację o dymisji można nazwać to lustracją Gilowskiej? Nikt nie ujawniał zawartości jej teczki, ani nie oskarżał ją o związki z agenturą czy zamordowanie kogokolwiek. Jak Michalski może nie dostrzegać różnicy między np. ujawnianiem zawartości teczek jak robią to inne gazety w sprawie ks. Czajkowskieg, Zbigniewa Herberta i wielu innych, z informacją o działania rzecznika interesu publicznego? Wydaje się absurdalnym założeniem, że skoro publicyści Gazety mają krytyczny stosunek do lustracji, to nie będą publikować żadnych informacji na ten temat. Prosimy więc o bardziej racjonalne zarzuty.

08:44, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (15) »
Czy prezydent zawetuje lustrację?

Wszystko zmierza wielkimi krokami do upadku projektu ustawy lustracyjnej, nad którą pracuje teraz parlament. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że prezydent Lech Kaczyński zgłosi do tej ustawy weto. Pomysł, aby każdego kto był osobowym źródłem informacji zwalniać z pracy automatycznie jest straszny, a co więcej niezgodny z konstytucją.

Ponadto „Dziennik” opublikował artykuł o tym, ile to ciekawych rzeczy o sprawach obyczajowych można wyczytać w teczkach opozycjonistów. Ano kradli, miewali kochanki i robili różne wstydliwe rzeczy. Historyk Andrzej Friszke był oburzony takim opisem akt SB. Jego zdaniem sprawy obyczajowe to margines. Wszyscy potępili autora artykułu, a tymczasem redaktor naczelny „Dziennika” Robert Krasowski powiedział, że ta publikacja miała właśnie przestrzec przed całkowitym otwarciem akt SB, przewidzianym w projekcie lustracyjnym. Takie rozwiązanie krytykował też Lech Kaczyński.

Wczoraj „Życie Warszawy” ujawniło wielkie rewelacje, że Jacek Kuroń rozmawiał z agentami SB i tłumaczył im, że komunizm to przeżytek. Jakiś nieznany do tej pory historyk z IPN uznał te dokumenty za jakieś wielkie odkrycie – z jakiego powodu, trudno dociec. Ludwik Dorn z kolei mówił w Radiu Zet „Grozi nam wyparcie historiografii przez ubekografię. Przez to, że materiały SB, wobec których należy przeprowadzać krytykę źródła, zostaną potraktowane zarówno przez historyków, ale tutaj miałbym mniejsze niepokoje, ale przede wszystkim w debacie publicznej przez dziennikarzy i publicystów jako źródło uprzywilejowane i sensacyjne.” Nic dodać, nic ująć.

Także pozostaniemy pewnie na starych lustracyjnych śmieciach. Nie powstrzyma to jednak wszystkich tych „patriotów”, którzy koniecznie pragną opluć najnowszą historię Polski i dowodzić, że autorami przemian w Polsce są pijacy, dziwkarze, agenci i  złodzieje. Miejmy nadzieję, że się im to nie uda.

08:16, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (9) »
sobota, 26 sierpnia 2006
Niewidomy radiowiec i jego smutna historia
Dwudziestoletni, niewidomy Kazik prowadził w swojej wsi radio. Ludzie słuchali, wysyłali sms-y z prośbami o piosenki, z pozdrowieniami. Kazik był szczęśliwy. Namierzyli go policjanci, sprzęt zarekwirowali, i chłopakowi grozi grzywna. W rodzinie Kazika wszyscy są niewidomi: mama i rodzeństwo. Kazik nie poddawał się, uczy się w Technikum  Urządzeń Akustycznych w Krakowie. Teraz siedzi przybity, bo – jak mówi – najgorsza jest cisza wokół niego.  Jego historię jakiś czas temu opisała „Rzeczpospolita”. Owszem, nadawał bez zezwolenia, złamał prawo, ale czy nie ma sposobu, aby pomóc temu chłopakowi? Co komu szkodziło, że wsi istniało małe radio? Może Kazik mógłby to robić legalnie, tylko trzeba mu pomóc? Czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, zdominowana przez PiS nie mogłaby mu pomóc? Zgodnie z hasłem partii „Bliżej ludzi”. Tylko jak sąd dowali mu jakąś potężną grzwynę, to rodzina Kazika może tego nie udźwignąć, bo jej sytuacja materialna – delikatnie mówiąc – nie jest najlepsza. Może inne media zainteresowałyby się tą historią i śledziły dalej losy niewidomego radiowca? Oby. Dla telewizyjnych programów informacyjnych to piękny temat o człowieku, pasji i nieszczęściu. Niestety żadna stacja nie podjęła tego wątku, a szkoda, bo w takich sprawach telewizja ma moc o wiele większą niż gazety.
08:11, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (87) »
piątek, 25 sierpnia 2006
Antonio i skrót myślowy
-  Chłopaki ja tylko żartowałem, że jesteście sowieckimi agentami – powiedział Antek – Co wy poczucia humoru nie macie? Władek przecież taki wesoły chłopak. I Stefek też. Bronek z Krzyśkiem może są za mało wyluzowani, ale też nie powinni się tak nadymać. Ja chciałem tylko powiedzieć, że wy jesteście agentami SB, a nie KGB, tylko mi się taki skrót myślowy zrobił niechcący. Co…? Za agentów SB też się obrażacie? Dobra chłopaki, teraz Jarek z Radkiem tak ze dwa tygodnie będą myśleć, jak zareagować na to SB. Za te dwa tygodnie was przeproszę, więc wrzućcie na luz. Przez ten czas ciemny lud utrwali sobie w głowach, kim naprawdę jesteście, choć nie ma na to dowodów. A ty Andrew zamiast gardłować w mojej sprawie przejrzyj faktury za samolot, którym latasz jak opętany. 
21:02, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (17) »
czwartek, 24 sierpnia 2006
Ochrona SB-eków
W wczorajszej transmisji telewizyjnej z procesu lustracyjnego Zyty Gilowskiej widzieliśmy, że twarze funkcjonariuszy SB są konsekwentnie ukrywane. Oglądaliśmy tylko ich plecy. I co to sprawiedliwość? Osoby podejrzane o współpracę są pod pręgierzem od chwili sformułowania wobec nich oskarżenia. I nawet uniewieninie przez sąd często nie przynosi żadnej ulgi, bo część polityków wciąż kwestionuje wyroki sądu lustracyjnego. A ci, którzy byli podporą systemu, ci, którzy często szantażem, albo zastraszaniem werbowali tajnych współpracowników, mogą liczyć na ochronę. Ich twarzy nie zobaczymy. To absurd. Jestem za tym, aby przy okazji każdego procesu lustracyjnego pokazywać byłych funkcjonariuszy SB , a nawet poświęcać trochę miejsca na opis ich działalności. I tak dysproporcja między karaniem TW a SB-ekami pozostanie spora. 
11:32, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (22) »
środa, 23 sierpnia 2006
Ziobro kontra notariusze
Notariusze dość długo czuli się bezkarni. Teraz nadeszły dla nich bardzo ciężkie czasy.
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zamierza o połowę obniżyć taksę notarialną. To prawdziwy cios dla notariuszy. Ale ja ich jakoś nie żałuję. Przez lata notariusze opływali w dostatki, bo ich samorząd blokował dostęp do zawodu i zabraniał konkurowania ceną. Miało to charakter zmowy cenowej. Notariusze obłudnie twierdzili, że to chodzi o prestiż zawodu, i tu nie może być konkurencji. A to po prostu chodziło o kasę. My natomiast musieliśmy płacić zawsze maksymalne stawki.
Dziś Ziobro te maksymalne stawki zamierza obniżyć, bo nadal nie ma konkurencji między kancelariami notarialnymi. A jak któraś weźmie niższe opłaty od klienta, to jej właściciel jest wzywamy przez samorząd na dywanik i żąda się od niego wyjaśnień, dlaczego obniżył cenę. Zawsze popierałam PiS w walce z korporacjami prawniczymi, które moim zdaniem były wyjątkowo rozzuchwalone: blokują konkurencję, pilnują wysokich cen i nie rozliczają swoich czarnych owiec. Owszem PiS poniósł porażkę, bo Trybunał Konstytucyjny zakwestionował niektóre przepisy ustawy otwierającej dostęp do zawodów prawniczych, ale nie na tyle, by blokowało to rewolucję w tej dziedzinie. Błędy w tej ustawie są nie tylko winą tych, którzy za nią głosowali, ale także przeciwników liberalnego rynku usług prawniczych, którzy stawali na głowie, aby wszystko było po staremu.
 Teraz trzeba po prostu poprawić ustawę. Może nowe reguły nie będą działać najlepiej, może rozwiązanie PiS-owskie są w niektórych punktach ułomne i znów trzeba będzie je poprawiać, ale tak generalna zmiana filozofii funkcjonowania korporacji prawniczych wymaga czasu i konsekwencji, której partii braci Kaczyńskich – mam nadzieję – nie zabraknie.  Doradzałabym tylko ministrowi Ziobro, aby powstrzymał się już od ataków na Trybunał, tylko po prostu realizował swój plan.
Mając w pamięci poglądy PiS w sprawie prawników tym bardziej zdumiała mnie informacja, że ministerstwo zdrowia chce wprowadzić jakieś ograniczenia w powstawaniu aptek i w handlu lekami przez Internet (oczywiście tymi bez recepty). Bo za dużo aptek bankrutuje!!!!!
Jak urzędnicy i samorząd aptekarzy nie wstydzą się proponować czegoś takiego. Wielu ludzi nie stać na leki, a rząd chce ograniczać konkurencję na rynku aptekarskim, co oznacza zawsze wzrost cen. Mam nadzieję, że się rząd opamięta.
10:00, dominika.wielowieyska , Gospodarka
Link Komentarze (26) »
wtorek, 22 sierpnia 2006
Macierewicz i zawiła taktyka Rosji

Antoni Macierewicz w TV Trwam oświadczył, iż większość ministrów spraw zagranicznych była agentami sowieckimi. Sugerował, że nadal działają na szkodę państwa polskiego.
Fakty TVN przygotowały na ten temat obszerny materiał, natomiast „Wiadomości” tej informacji nie podały w ogóle. Nie dopatruję się tu żadnych politycznych rozgrywek i nie zamierzam dowodzić, że nowa ekipa Wiadomości specjalnie pomija wystąpienia Macierewicza kompromitujące obecną ekipę rządową. Sądzę, że to przypadek. Być może jest to dowód na to, że coraz więcej osób uważa Macierewicza za osobę szaloną, której nie należy poświęcać zbytniej uwagi. Przecież tak szokująca wiadomość powinna iść na czołówki gazet i programów informacyjnych.
Fakt, że wiceminister obrony odpowiedzialny za WSI formułuje takie oskarżenie jest czymś niespotykanym. Premier Kaczyński i szef MON Radek Sikorski odmówili komentarza. Brawo. Najlepiej schować głowę w piasek.
Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że Macierewicz nie mówi prawdy, ale załóżmy, że jednak ma rację. Oto zagwozdka dla analityków polityki zagranicznej. Sowieccy agenci jak jeden mąż robili wszystko, aby Polska znalazła się w NATO i Unii Europejskiej, dążyli do tego, by Ukraina wyrwała się spod rosyjskiej kurateli. Jaki Moskwa miała w tym cel, by pchać nas w objęcia Zachodu? Antoni Macierewicz na pewno ma jakąś teorię wyjaśniającą tę zawiłą taktykę Rosji. Dodajmy, że o agenturalnej działalności ministrów wiceszef MON powiedział przy okazji listu jaki owi ministrowie wystosowali w sprawie spotkania Trójkąta Weimarskiego. Przypomnijmy: prezydent Lech Kaczyński nie pojechał na to spotkanie z nie do końca wyjaśnionych przyczyn, a byli szefowie napisali list, w którym uznali decyzję prezydenta za fatalną w skutkach dla polskiej polityki zagranicznej. Jaki cel sowieccy agenci mają w tym, by doceniać Trójkąt Weimarski? To też fascynująca zagadka.
A teraz smutny banał na serio: wypowiedzi Antoniego Macierewicza kompromitują nas w oczach opinii światowej.

09:55, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Netzel zabiega o względy premiera

PZU to spółka przeklęta - w najbliższym czasie chyba nie ma szans na prezesa z prawdziwego zdarzenia.

Nieustające oskarżenia „Rzeczpospolitej”  wobec obecnego szefa PZU Jarosława Netzla wydają się poważne. Jego reputacja jest bardzo nadszarpnięta, a PZU – jak mało która spółka – potrzebuje menedżera o nieskazitelnej przeszłości. A Netzel – zamiast wyjaśniać zarzuty kierowane pod jego adresem – zaatakował dziennikarza „Rzeczpospolitej”, oskarżając go o współpracę ze służbami specjalnymi i przyjęcie łapówki. Dowodów jednak nie przedstawił. 
„Newsweek” doniósł, że dni Netzela są policzone, bo premier Kaczyński nie zamierza go trzymać na stanowisku prezesa. Myślę, że teraz Netzel rozpaczliwie walczy o uznanie w oczach premiera i PiS. Wziął się w pierwszej kolejności za udowadnianie, że zarzuty Jacka Kurskiego, jakoby PZU finansowało kampanię PO, są prawdziwe. Na razie idzie mu kiepsko, bo wiele wskazuje na to, że Kurski mijał się z prawdą. To Netzelowi nie przeszkadza, powyrzucał z pracy ludzi, rzekomo odpowiedzialnych za tę „aferę”, choć przecież prokuratura nic w tej sprawie jeszcze nie orzekła. A sprawę bada od dłuższego czasu.
Jaromir Netzel postanowił teraz jeszcze bardziej przypodobać się PiS-owi. Złożył zawiadomienie do prokuratury, że PZU za czasów prezesa Cezarego Stypułkowskiego poniosło straty, inwestując na Litwie i na Ukrainie. Wszystko to zostało przedstawione jako wielka afera wypompowywania pieniędzy z PZU. Czy w tych oskarżeniach jest coś prawdziwego? Nie tak łatwo to orzec, bo dokumentów złożonych u prokuratora nie widziałam. Słyszałam natomiast opinie znawców rynku ubezpieczeniowego, że rzeczywiście te dwie zagraniczne inwestycje PZU nie przedstawiają się dziś zbyt interesująco. Być może w dłuższej perspektywie okażą się bardzo korzystne, ale na razie tak nie jest. Czy jednak należy robić ze Stypułkowskiego przestępcę? To wygląda raczej na polowanie na menedżera, który był związany z ekipą SLD. Problem z przeinwestowaniem pojawia się w wielu spółkach. Pamiętam np. , jak państwowy France Telecom kupował TP SA. Za akcję zapłacił 38 zł. Niedługo potem cena akcji spadła do 11 zł!!! I długo oscylowała wokół tego poziomu. Teraz ledwie doczołgała się do 20 zł. Interes jak złoto. Prezes FT poległ, ale nie słyszałam, aby wsadzali go do więzienia.
Polski wymiar sprawiedliwości nie od dziś boryka się w wielkim problemem jeśli chodzi o przestępstwa gospodarcze: co można uznać za zwykłą porażkę, wynikającą ze złego zarządzania i nietrafionej inwestycji (takie ryzyko zawsze przedsiębiorca ponosi), a co jest wyciskaniem pieniędzy z firmy i świadomym działaniem na jej szkodę. Prokuratorzy zazwyczaj nie rozumieją, że istnieje coś takiego jak ryzyko związane z inwestowaniem. 
Wniosek pierwszy z tego zamieszania: jego efektem będzie to, że żaden trzeźwo myślący i sprawny menedżer nigdy nie zgodzi się na przyjąć posady PZU, a jak się zgodzi, to nigdy nie będzie podejmował żadnych decyzji inwestycyjnych. Bo co innego ryzykować utratą posady, a co innego procesem karnym. Już wcześniej PiS miał kłopoty ze znalezieniem prezesa PZU – wszyscy odmawiali. Teraz – kiedy Netzel pewnie zostanie odwołany – to zadanie będzie jeszcze trudniejsze.
Drugi wniosek dotyczy konkursów na prezesa. Przeciwnicy takiego sposobu wyłaniania szefów państwowych spółek mówią: konkursy to tylko fasada, i tak zostanie wybrany ten, kogo politycy wskażą. Owszem, ale konkurs jednak daje szansę na to, że z gry będą wyeliminowane osoby skompromitowane, bo członkowie rady nadzorczej wybierający prezesa nie będą chcieli brać na siebie takiej odpowiedzialności. Konkurs ma tę zaletę, że nazwiska kandydatów będą ogłoszone i już samo to sprowokuje media do prześwietlenia każdego z nich. I niechże wtedy rada nadzorcza się głowi, czy opłaca się mieć w cv taką decyzję jak powołanie Jaromira Netzela.
Owszem PZU to spółka specyficzna, bo tam prezesa nie powołuje rada, lecz sam minister skarbu. Tak zakłada statut. Ale przecież nikt nie broni ministrowi urządzania konkursów.
Boję się tylko, że w  PZU żaden konkurs się nie uda. Powód? Patrz wniosek nr 1.
Szkoda tego PZU.

16:07, dominika.wielowieyska , Gospodarka
Link Komentarze (19) »
piątek, 18 sierpnia 2006
O komentarzach do sprawy Herberta

Pod tekstem o ostatniej lustracji Zbigniewa Herberta pojawiły się ciekawe komentarze. Postanowiłam więc odpowiedzieć na kilka z nich.

1. Co do Lesława Maleszki - jego działalność została opisana wielokrotnie, i wielokrotnie została potępiona. Dziś Maleszka jest osobą wyrzuconą poza nawias życia publicznego, więc czego jeszcze się można domagać? "Gazeta" nie zwolniła go, bo kierowała się zwykłym chrześcijańskim miłosierdziem. Maleszka dostaje coś w rodzaju zapomogi, bo przecież nie jest już pełnoprawnym publicystą, pobierającym pensję za swą pracę. Takie prawo Gazety jako firmy prywatnej i w związku z tym wciąż zbiera cięgi.
2. Haen - jestem za tym, aby o braciach Kaczyńskich wyrażać się z szacunkiem.

3. Moth, Leszek.Sopot, Vrilix - Lustracja jest w toku i nie ma co nawoływać do palenia akt SB. Sądzę, że obecna ułomna ustawa lustracyjna jest o wiele lepsza od tego, co ostatnio uchwalił Sejm (projekt jest w Senacie) Jeżeli miałabym ją nowelizować, to wprowadziłabym zasadę, że każdy, kto zostanie oskarżony o współpracę z SB, miałby prawo do procesu przed sądem. Teraz prawo do procesu mają osoby pełniące funkcje publiczne podlegające ustawie lustracyjnej.

Uważam, że osoby, które poprosiły o swoją teczkę w IPN mają prawo ujawniać agentów, którzy na nich donosili. Ale owi agenci muszą mieć prawo do obrony. I to w sądzie. O tym czy ktoś jest TW nie mogą decydować prawcownicy IPN.

Problem lustracji nie sprowadza się tylko do uchwalenia takich czy innych przepisów. Rzecz w tym, aby nie ferować pospiesznych wyroków, znać kontekst ówczesnych wydarzeń. Drażni mnie też styl debaty, toczącej się między radykalnymi zwolennikami i przeciwnikami lustracji. Pierwsi uważają, że jeśli ktoś jest przeciwko otwieraniu teczek, to na pewno jest agentem. Drudzy sądzą, że zwolennicy lustracji na pewno chcą wykorzystać teczki do gry politycznej i zniszczenia oósb, których nie znoszą. Tymczasem obie strony mają poważne racje, nad którymi warto się zastanowić. Jedni sądzą po prostu, że jeśli ktoś był zwykłym draniem, to trzeba to ujawnić, drudzy obawiają się, że wiele osób zostanie pomówionych niesłusznie. I - jak widać - słusznie się obawiają.

A przede wszystkim jestem za tym, aby respektować wyroki sądu; jeśli sąd uznał kogoś niewinnym, to ta osoba jest niewinna. Koniec, kropka. TW to ktoś kto donosił, rzeczywiście szkodził innym, podpisał zobowiązanie do współpracy, brał pieniądze za swoje usługi, a nie osoba, którą SB ciągało na przesłuchania.

I uwaga ostatnia: lustracja żadnego oczyszczenia nie przyniesie,zbyt wiele jest szarości w teczkach SB, a zdecydowanych czarnych charakterów nie tak wielu. Lustracja wyeliminuje jedynie niewielką liczbę osób z życia publicznego, co dla kraju i większości jego obywateli nie będzie miało większego znaczenia.

15:29, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (43) »
"Pożytek" z awantury o Herberta

Z ostatniej awantury ze Zbigniewem Herbertem jest pewien pożytek. Najbardziej zagorzali lustratorzy boleśnie odczuli to, że o współpracę z SB został oskarżony człowiek, bardzo przez nich szanowany. Może to sprawi, że będą ostrożniejsi w sądach.


„Zbigniew Herbert był cennym informatorem PRL-owskiej służby bezpieczeństwa” – napisał tygodnik „Wprost” – „A mówiono o nim niezłomny. Jedyny, który oparł się komunistom i nie kolaborował z nimi”.

Autor artykułu przyznał, że Herbert nie był tajnym współpracownikiem, nie pisał raportów, ale rozmawiał z SB-ekami na temat swoich znajomych.

Publikacja „Wprost” wywołała burzę, wszyscy jak jeden mąż potępili autora tekstu na czele z historykami IPN, którzy opracowali dokumenty archiwalne dotyczące poety. Ich zdaniem informacje przekazywane przez Herberta nie miały żadnego znaczenia, i SB posiadała je już wcześniej. Herbert w latach 90. był uwielbiany przez radykalną prawicę i zwolenników bezkompromisowej lustracji i dekomunizacji. Poeta był bardzo krytyczny wobec tego, co działo się w Polsce. Bulwersował go fakt, że postkomuniści odzyskiwali utracone pole. Poróżnił się na tym tle z dawnymi przyjaciółmi.

Dziś lustracja dopadła Herberta po jego śmierci. Może to przyniesie otrzeźwienie jego fanom.

Kiedy ojciec Konrad Hejmo został oskarżony o współpracę z SB, mało kto stawał w jego obronie. Najbardziej przekonywująco zrobił to na łamach „Gazety” dominikanin ojciec Ludwik Wiśniewski. Wszystkie zarzuty IPN obrócił w perzynę. I – tak jak dziś historycy IPN o Herbercie – tak i on o ojcu Hejmo mówił, iż jego kontakty z SB były bez znaczenia, wynikały z głupoty i gadulstwa. Ale wówczas te argumenty nie były modne. 

W przypadku Hejmo historycy z IPN powtarzali, że co prawda przekazywane wiadomości z pozoru mogły się wydawać nieistotne, ale tak naprawdę były dla służb specjalnych bardzo cenne.

 


Z lustracją tak jest: póki nie dotknie nas osobiście lub osób, które bardzo szanujemy, to wszystko jest w porządku. Wtedy dziarsko głosimy tezę: „Tam gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”. Ale niech lustracja podpełznie do naszych własnych drzwi, wtedy nagle zmienia się nasze spojrzenie na całą sprawę. Tak było w przypadku Kościoła, tak było w przypadku braci Kaczyńskich, którzy, obejrzawszy swoją teczkę, stwierdzili, że SB pisała w nich – obok rzeczy prawdziwych – nieprawdziwe głupstwa.


Zanim padły oskarżenia wobec Zyty Gilowskiej, Ludwik Dorn prawa ręka braci Kaczyńskich, powtarzał, że lustracja w obecnym kształcie jest zła, bo sąd – opierają się na zeznaniach byłych SB-eków, którzy kryją swoich agentów – uniewinnia zbyt wielu kłamców lustracyjnych. Dziś gdy funkcjonariusze SB zeznają w procesie Zyty, że nie była ona agentką, politycy PiS jakoś zapomnieli o swoich starych przekonaniach. Powód? Kaczyńscy lubią Zytę, wierzą, że nie współpracowała z SB i chcą, by wróciła do rządu.

Można powiedzieć: idzie ku lepszemu, może zapał lustracyjny będzie trochę ostudzony, sądy bardziej stonowane. Tylko ile osób przeżyje jeszcze piekło pomówienia, zanim to lepsze nastąpi.

 

08:31, dominika.wielowieyska
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2