O polityce, o gospodarce i o stu innych sprawach - Dominika Wielowieyska
Kategorie: Wszystkie | Gospodarka | Polityka
RSS
poniedziałek, 03 grudnia 2007
W trosce o los "Rzeczpospolitej"

Czy Platforma Obywatelska będzie chciała wpływać na kształt kierownictwa „Rzeczpospolitej”? Takie obawy mogą się pojawić przy prywatyzacji dziennika i w związku z doniesieniami o kolejnej rewolucji kadrowej w dziedzinach kontrolowanych przez rząd.

Nowy minister skarbu Aleksander Grad zapowiedział sprzedaż udziałów państwa w spółce PW Rzeczpospolita, współwydającej dziennik „Rzeczpospolita”. Państwo kontroluję „Rzeczpospolitą” w 49 proc., Pakiet kontrolny – 51 proc.- na prywatny fundusz brytyjski Mecom. Oby Grad dotrzymał słowa, bo początkowo nie chciał złożyć tak jasnej deklaracji. Dopiero mocno nagabywany przez dziennikarzy ogłosił plany sprzedaży. Póki co minister doprowadził do odwołania szefa rady nadzorczej PW Rzeczpospolita oraz członka rady reprezentującego skarb państwa. Wyjaśnił, że osoby te mają związek z dziwnym i nieskutecznym przyspieszeniem prywatyzacji, jakie nastąpiło u schyłku rządów PiS. Czy tylko o to chodziło?

Dziś w „Rzeczpospolitej” dominują publicyści konserwatywni, którym bliskie są idee głoszone przez PiS. Przez ostatnie dwa lata gazeta ta była dość wyrozumiała nie tylko dla PiS, ale także dla Samoobrony oraz LPR, choć oczywiście pojawiały się teksty krytyczne wobec rządu, głównie autorów zewnętrznych. W wielu felietonach dominowało jednak oburzenie na tych, którzy PiS krytykują. Czy taka linia tego dziennika miała związek z tym, że współwłaścicielem jej jest państwo? Wszystko wskazuje na to, że tak, mimo, iż skarb państwa ma tylko 49 proc. udziałów w spółce wydającej gazetę. Tomasz Wróblewski ujawnił publicznie, jak prowadzono negocjacje w sprawie obsady kierownictwa redakcji. Wynikało z tej relacji, że redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Paweł Lisicki zawdzięcza swoją posadę po części temu, iż prywatny inwestor chciał mieć dobre relacje z rządzącymi, dlatego wybrał ekipę, której bliska była wizja IV RP. Dziś władzę przejęła Platforma Obywatelska. U polityków PO może narodzić się pokusa odwetu na redaktorach sprzyjających PiS-owi. Już w raporcie na temat mediów publicznych przygotowanym przez Platformersów w zeszłym roku pojawiały się w negatywnym kontekście nazwiska dziennikarzy „Rzepy” Boję się scenariusza, w którym skarb państwa, sprzedając swoje udziały, podyktuje warunki nie tylko finansowe, ale także spróbuje wymusić zmianę kierownictwa redakcji na ludzi niechętnych PiS-owi. Byłoby to klasyczne zagranie w stylu PiS. Oby do tego nie doszło.

Rząd powinien sprywatyzować spółkę jak najkorzystniej dla skarbu państwa i pozostawić prywatnemu właścicielowi decyzje personalne. Piszę to mając w pamięci najróżniejsze obelgi, które redaktorzy „Rzeczpospolitej” miotali pod adresem „Gazety Wyborczej”. Wiem jednak, że naturalne jest, iż na rynku jest dziennik o tak silnym konserwatywnym, a czasami wręcz integrystycznym zabarwieniu. Problemem było pytanie o instytucjonalne uzależnienie od PiS, ale dziś, gdy partia ta straciła władzę, pytanie jest nieaktualne. Mamy zdrowszy układ: dziennikarze nie będą oszczędzać rządu PO i PSL. W tej sprawie nie chodzi jednak o obronę Lisickiego, chodzi przede wszystkim o to, aby rządzący nie usiłowali sterować mediami. Niech nowy styl będzie widoczny w sprawie „Rzeczpospolitej”.

17:20, dominika.wielowieyska , Polityka
Link Komentarze (29) »